Andrzej Lipski
Właściwie to mam wszystko gdzieś. Czuję się spełniony. A nawet napełniony (winem). Zbudowałem razem z Małgosią dom, posadziłem drzewo, mam syna i ...kota.
Zawód, który wykonuję nigdy mnie nie męczył, nie wymagał ode mnie zbyt dużego wysiłku i sprawia mi - mimo upływu lat - dużą przyjemność. Widocznie Opatrzność nade mną czuwa, a Bozia dała trochę talentu; mam przy tym fart, więc się nie męczę. Zawsze miałem skłonność do pięknych kobiet i szybkich samochodów - i to posiadam. Do tego jeszcze młodszych, pracowitych, ambitnych i zdolnych partnerów w firmie, która spełnia pokładane przez nas w niej nadzieje. Jeśli uda mi się wygrać jeszcze parę rajdów, no to o co chodzi...
Dodać do tego znakomite towarzystwo członków naszego Klubu - to aż się boję, że jest za dobrze - i wtedy sięgam po kapsułkę Geriavit-Pharmaton, aby to trwało jak najdłużej.
Zmuszony przez życie do opuszczenia Ojczyzny na 20 lat (Austria, Francja - refugie politic) szczęśliwie powróciłem do niej, co uważam za swój życiowy sukces.
Mój mądry Ojciec przestrzegał mnie: Synu, nie graj w karty i nie zadawaj się z Żydami
. W pierwszym Go posłuchałem, w drugim, niestety, nie. Ale może dzięki temu jest tak, jak jest.
