Jerzy Loręcki
Urodziłem się pod znakiem Wagi pół wieku temu w Górach Świętokrzyskich, skąd wyniosłem zamiłowanie do partyzantki, scyzoryków i wszelakiej broni palnej.
Po terminowym ukończeniu szkół elementarnych i średnich, przybyłem do pięknego Krakowa kontynuować edukację na cenionej uczelni – Akademii Górniczo–Hutniczej, gdzie w latach 1976 – 1982 oddawałem się wszelkim rozkoszom życia studenckiego na Wydziale Inżynierii Materiałowej i Ceramiki, by wkrótce tam właśnie zadekować się jako asystent. Ciemną noc stanu wojennego i resztę szarych lat osiemdziesiątych spędziłem pomnażając dorobek nauki polskiej w dziedzinie technologii betonu. Z chwilą upadku starego systemu zrezygnowałem z pracy naukowej i rzuciłem się w wir szalonego kapitalizmu wczesnych lat dziewięćdziesiątych.
Od 16 lat moim podstawowym działaniem operacyjnym jest sprzedawanie odkurzaczy na wodę za 2005 dolarów. Ponieważ wiem, jaki to dobry sprzęt, więc wiem również, że przez te lata dzięki mnie ponad pięćdziesiąt tysięcy rodzin zamieszkało w czystości, zdrowiu i higienie (o ile oczywiście tego odkurzacza używają po zakupie).
Mógłbym więc o sobie powiedzieć: przedsiębiorca – inwestor. Mógłbym też powiedzieć, że jestem w tę grę niezły: siedmiokrotnie zdobyłem trofeum najlepszego dystrybutora na rynkach światowych! A było z kim walczyć...
Ale mogę też o sobie powiedzieć: człowiek, który najbardziej to lubi strzelać z broni strzeleckiej. Rzecz jasna – nie do ludzi, lecz do tarczy! Żadnej krwi! Jestem człowiekiem łagodnym – ale nie dlatego zdobyłem parę pucharów i dyplomów w liczących się zawodach strzeleckich, a w 2007 roku zdobyłem trofeum marszałka Krakowskiego Bractwa Kurkowego.
Lecz prócz tego strzelania wciąga mnie ostre życie: fajne i szybkie samochody, ostry hip-hop i rock, ale i opera - byle wyrazista! A do tego: nurkowanie, sporty motorowodne i narciarstwo.
Gdy przychodzi spokojniejsza chwila, chętnie patrzę na współczesne malarstwo i polską grafikę, sięgam po „Mistrza i Małgorzatę”, „Paragraf 22” i „Lot nad kukułczym gniazdem” (w kinie nie mam takich ulubionych tytułów – każdy nowy, dobry fajny film jest ulubiony) i wznoszę kieliszek dobrego, czerwonego wina.
Do klubu wprowadził mnie 17 grudnia 2000 roku niejaki Józef Misiaszek i już pewnie zawsze będę pamiętał moje pierwsze klubowe imprezy: spotkania w Esplanadzie, spektakl „Rozmowy przy wycinaniu lasu” w Teatrze Stu czy wizytę w drukarni Leszka.
Jeśli chodzi o imieniny – to preferuję 23 kwietnia, i to każdego roku. Pamieta o tym rodzina: pierwsza, jedyna i przefajna żona Jadwiga oraz syn Przemek (1983), córa Karolinka (1993) i wnuk Mikołaj (2004).
Miejsce pracy: ul.Lesniczowki 13, Warszawa
Aby wysłać wiadomość kliknij tutaj.
